
Źródło części danych i diagnoz: THINKTANK / Instytut AGRI
Z jednej strony mamy 1,3 mln gospodarstw, ogromny potencjał ludzki i rosnącą grupę młodych, wykształconych rolników i rolniczek. Z drugiej – sektor dusi się w niskiej produktywności, rosnących kosztach i braku jakiejkolwiek długofalowej strategii państwa. To moment, w którym trzeba powiedzieć jasno: bez strategicznego planu rządu, bez transferu technologii do małych i średnich gospodarstw oraz bez gruntownej reformy Ministerstwa Rolnictwa – polskie rolnictwo nie przetrwa kolejnej dekady.
Debata publiczna krąży wokół umowy UE–Mercosur, która stała się wygodnym straszakiem. Tymczasem – jak wynika z analiz THINKTANK – wpływ tej umowy na ceny i konkurencyjność jest wielokrotnie mniejszy niż chroniczna niska produktywność, brak efektu skali, słaba pozycja rolników w łańcuchach wartości, rosnące koszty energii, pracy i nawozów, brak inwestycji w technologie, brak strategii państwa. To nie Mercosur decyduje o przyszłości polskiego rolnictwa. Decyduje o niej brak planu i brak przywództwa w Warszawie.
Młodzi rolnicy patrzą na gospodarstwo jak na biznes. Liczy się zwrot z inwestycji, stabilność dochodów, przewidywalność regulacji, dostęp do technologii. Jeśli gospodarstwo nie generuje marży, nie ma perspektyw i nie jest w stanie konkurować – młodzi odchodzą. Polska ma drugą największą liczbę gospodarstw w UE, ale większość z nich jest zbyt mała, by inwestować w automatyzację czy agroenergetykę. Rozdrobnienie – choć kulturowo ważne – blokuje modernizację.
Z danych ARiMR wynika, że 30% gospodarstw prowadzą kobiety. Badania THINKTANK i Agro Woman pokazują, że 57% rolniczek ma wyższe wykształcenie, połowa ma wykształcenie kierunkowe, są bardziej skłonne do wdrażania technologii. To zasób, który w krajach zachodnich był kluczowy dla modernizacji rolnictwa. W Polsce – wciąż nie jest systemowo wspierany.
Rolnictwo precyzyjne, automatyzacja, cyfrowe systemy zarządzania produkcją, biogazownie i agroenergetyka mogą obniżyć koszty, zwiększyć marże, stworzyć nowe źródła dochodu, uniezależnić gospodarstwa od wahań cen. Problem polega na tym, że technologie wdrażają głównie duzi, a mali – bez kapitału i bez wsparcia państwa – zostają w tyle. To pogłębia różnice i przyspiesza wycofywanie się najmniejszych gospodarstw z rynku.
Twarde dane pokazują, że polskie rolnictwo traci zdolność do konkurowania nawet w segmentach, które były jego fundamentem: w ciągu trzech kwartałów ubiegłego roku zaimportowano ponad 180 tys. ton pomidorów oraz ponad 110 tys. ton cebuli. To nie są produkty egzotyczne. To podstawowe warzywa, które Polska powinna produkować w nadwyżce. A jednak najwięcej cebuli i pomidorów importujemy z Holandii – kraju, który jest wielokrotnie mniejszy od Polski, zarówno pod względem powierzchni, jak i liczby gospodarstw. W Polsce funkcjonuje ok. 1,3 mln gospodarstw, podczas gdy w Holandii jest ich zaledwie 50–55 tys. Polska ma 25 razy więcej gospodarstw niż Holandia. A mimo to to właśnie Holandia – dzięki technologii, automatyzacji i efektom skali – zalewa Europę żywnością i wypiera z rynku polskich producentów. To pokazuje brutalną prawdę: bez technologii, bez inwestycji i bez strategii państwa polskie rolnictwo nie ma szans konkurować nawet z krajem 25 razy mniejszym.
Europa nie musi być dla Polski zagrożeniem. Może być wzorem do naśladowania. Holandia – światowy lider eksportu żywności dzięki technologii, automatyzacji i logistyce. Belgia – model efektywnego łączenia małych gospodarstw w klastry i grupy producenckie. Hiszpania – przykład, jak dzięki inwestycjom w nawadnianie, energię i przetwórstwo zbudować potęgę eksportową. Te kraje pokazują, że nowoczesne rolnictwo to nie wielkość, lecz technologia, organizacja i strategia. Problem polega na tym, że polski resort rolnictwa nie tworzy rodzimych rozwiązań i nie kopiuje tych, które w Europie działają od lat. Dlatego polskie rolnictwo tonie.
To państwo – nie rolnicy – ma obowiązek stworzyć PPR: Politykę Przyszłości Rolnictwa, która obejmie konkretne środki finansowe, transfer najnowszych technologii do małych i średnich gospodarstw, systemowe wsparcie modernizacji, programy szkoleniowe i doradcze, stabilne ramy regulacyjne, odbudowę marż i konkurencyjności. Bez tego polskie rolnictwo będzie się kurczyć, a import będzie rósł.
Od lat kolejne kierownictwa resortu zajmują się autopromocją, dryfują od kryzysu do kryzysu, skupiają się na utrzymaniu stołków, zamiast budować długofalową strategię. Rolnicy protestują, bo widzą, że MinRol w obecnej formie nie jest zdolny do przeprowadzenia modernizacji sektora. Aby realne zmiany były możliwe, konieczna jest przebudowa struktury ministerstwa, wzmocnienie kompetencji analitycznych i technologicznych, odpolitycznienie kluczowych decyzji, stworzenie departamentów odpowiedzialnych za innowacje i transformację technologiczną. Bez reformy MinRol-u nie będzie reformy rolnictwa.
Protesty rolników nie są tylko wyrazem frustracji. Są sygnałem, że obecny model zarządzania rolnictwem się wyczerpał, sektor wymaga przebudowy instytucjonalnej, państwo musi zacząć działać strategicznie, a nie reaktywnie. Rolnicy – paradoksalnie – mogą być jedyną siłą zdolną do wymuszenia reformy ministerstwa.
Prezydent może odegrać kluczową rolę w inicjowaniu debaty o reformie MinRol-u, wspieraniu strategicznego planu rozwoju rolnictwa, budowaniu ponadpartyjnego konsensusu, wzmacnianiu pozycji rolników w dialogu z rządem. To moment, w którym potrzebne jest przywództwo – nie PR.
Przyszłość polskiego rolnictwa zależy od tego, czy państwo stworzy strategiczny plan rozwoju rolnictwa, zapewni środki i technologie dla małych i średnich gospodarstw, przeprowadzi reformę MinRol-u, odbuduje marże i konkurencyjność, wykorzysta potencjał młodych i kobiet oraz zatrzyma rosnący import podstawowych produktów. Bez tego polskie rolnictwo będzie się zwijać szybciej, niż nam się wydaje.
Marek Kozak-ppr.pl