europejskie forum rolników 2025

Wino w Australii zaczyna być tańsze niż woda

21 sierpnia 2006

Widmo klęski nadprodukcji zawisło nad właścicielami winnic i piwnic na antypodach. Winiarze zgrzytają zębami, ale konsumenci ruszyli w pogoń za okazjami.

Rekord promocji padł niedawno w sklepach The Dan Murphy's należących do sieci Woolwortha. Sprzedawały one butelkę przyzwoitego Cabernet Merlot z 2005 roku w wersji tzw. cleanskin (to znaczy bez etykiety) za 1,95 dolara australijskiego (czyli 4,48 zł). Jeszcze taniej wychodziło kupienie sześciolitrowego kartonu chardonnay - 11,93 dolara. Tymczasem litrowa butelka wody kosztuje od 2 do 3 dolarów.

Żałuję, że nie udało mi się złapać tej okazji. Najtańsze wino, jakie piłem, podróżując po Australii (Chardonnay 2005 z Południowej Australii), kosztowało 4,99 dolara (11,40 zł). Zaskoczyło mnie świeżością bukietu i doznaniami smakowymi.

W lipcu nagie, uśpione zimą winnice w malowniczej Dolinie Barossy niedaleko Adelajdy wyglądają sielankowo, ale czuć, że coś złego wisi w powietrzu. Kiedy odwiedzałem największe domy wina w leżącej w sercu doliny Tanunda, żaden producent nie pisnął nawet słowem na temat tego, co będzie w kwietniu i maju przyszłego roku, kiedy zacznie się winobranie. To temat tabu, lepiej zachwalać porzeczkowo-śliwkowy bukiet shiraza czy aksamitną głębię chardonnay...

Nad winnicami Barrosy wzdłuż szpalerów palmowych zagajników górują wielkie srebrne zbiorniki przypominające silosy na zboże. W nich przechowywane są schłodzone tysiące hektolitrów wina w różnych stadiach produkcji. To nadwyżki, których nie udało się przelać do dojrzewania w drogocennych beczkach z amerykańskiego lub francuskiego dębu (za każdą Australijczycy muszą płacić powyżej 1000 dol.). - Czekają na lepsze czasy - mówi przewodniczka z Chateau Yaldarra.

Ale lepszych czasów chyba szybko nie będzie. W australijskich zbiornikach czeka na nie miliard litrów młodego wina, z którym nie wiadomo co zrobić.

Yaldarra szczyci się kopią francuskiego "chateau" z białego kamienia i kolekcją antyków. Niewykluczone, że niedługo sięgnie - podobnie jak pozostałe australijskie domy wina - po inne francuskie wzorce, np. protesty ostry lobbying w sprawie rządowej pomocy dla sektora. Mocny dolar australijski i nadprodukcja wina spowodowana niezwykłym urodzajem w ciągu ostatnich lat pcha australijski sektor winny w otchłań kryzysu.

Nadwyżki australijskiego wina zbliżają się do poziomu 19 mln hektolitrów. Nie ma co z nimi zrobić, bo rynki eksportowe nie są z gumy. Gdyby nie rosnący popyt w Chinach, wiele australijskich winnic poszłoby już z torbami. Nie zanosi się też na to, że wzrośnie konsumpcja w kraju, gdyż poważnym konkurentem jest piwo.

Co gorsze klęska urodzaju prześladuje od kilku lat największe kraje winiarskie. Nadzwyczaj dobre zbiory we Francji, Argentynie i Australii spowodowały, że światowa produkcja wina wzrosła do poziomu 287 mln hektolitrów - największego od 1992 roku. Francuskie stowarzyszenia winiarskie domagają się od Unii specjalnej interwencji na rynku - błyskawicznej destylacji 10 mln hektolitrów nadwyżek na spirytus kosztem 200 mln euro.

Jak dotąd "jeziora wina" były problemem Starego Świata. Wina z Nowego Świata, w tym z Australii, stały się synonimem winiarskiego sukcesu i wyższości rynku nad polityką interwencjonizmu. Francuscy winiarze mogli tylko zazdrościć Australijczykom eksportowego sukcesu (w ciągu dziesięciolecia Australia stała się czwartym po Francji, Hiszpanii i Włoszech eksporterem wina), do którego kluczem była nowoczesność i przemysłowa skala produkcji w połączeniu z jakością i prostym systemem nazewnictwa. W odróżnieniu od skomplikowanego francuskiego gąszczu apelacji, regionów i cru - na butelkach wina z Australii pojawiała się nazwa domu wina, szczepu winogron i rok zbiorów.

Dziś niewidzialna ręka rynku przestała pieścić australijskich winiarzy i zaczyna zaciskać się na ich gardle. Jedno z australijskich stowarzyszeń winiarskich przestrzega, że aby wrócić do rynkowej równowagi, z biznesu musiałoby się wycofać 10 proc. plantatorów i winiarzy. Plantatorzy zaczynają się domagać specjalnych rekompensat, za niezbieranie winogron. Chcą, by rząd w Canberze przeznaczył na ten cel 60 mln dol. australijskich. To przekładałoby się na 2000 dol. dopłaty do każdego "niezebranego" hektara.

Rząd na razie odmawia, gdyż byłoby to zaprzeczeniem wszystkiego, z czym australijscy negocjatorzy walczyli w ciągu ostatnich lata na forach WTO. Europejczycy co roku pompują w sektor winiarski 1,3 mld euro subsydiów, naruszając zasady równej konkurencji. Niewykluczone jednak, że władze w Canberze będą musiały zmienić zdanie. Cytowany przez dziennik "The Australian" Paul Clancy, winiarz z regionu Riverland, prorokuje bowiem wiosenną rzeźnię producentów.


POWIĄZANE

Według Oil World eskalacja napięć handlowych na świecie może zwiększyć niedobór ...

Analitycy szacują, że w marcu w sklepach było o ponad 6% drożej niż rok wcześnie...

31 marca 2025 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie Krajowej Grupy Spożywczej S.A. zat...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)Pracuj.pl
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę