europejskie forum rolników 2025

Pieniądze do zwrotu

4 lutego 2012
Ponad 2,5 mln zł kar muszą zapłacić rolnicy za nieprzestrzeganie zasad dobrej kultury rolnej oraz wymogów wzajemnej zgodności (cross compliance). Sankcje zostały nałożone na niektórych rolników, którzy dostają dopłaty bezpośrednie. Z kolei ponad 240 mln zł muszą zwrócić rolnicy, którym zakwestionowano część lub całość dotacji, jakie otrzymali z różnych funduszy unijnych w ostatnich kilkunastu latach.

Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa poinformowała, że w 2010 roku kary, jakie nałożono na rolników, którzy nie przestrzegali wymogów dobrej kultury rolnej i cross compliance, wyniosły blisko 2,7 mln zł - o tyle pomniejszono im wysokość dopłat bezpośrednich. Danych za 2011 rok jeszcze nie ma, ponieważ trwają jeszcze wypłaty dopłat obszarowych i związane z nimi kontrole. Ponadto, jak tłumaczy ARiMR, w przypadku części rolników, u których stwierdzono pewne nieprawidłowości, odstąpiono od ich ukarania, bo kwota pomniejszenia dopłat nie przekraczałaby równowartości 100 euro (ogółem była to kwota 1,9 mln zł).


Mało nieprawidłowości
Agencja informuje, że w 2010 roku przeprowadziła kontrole w zakresie przestrzegania zasad dobrej kultury rolnej oraz wymogów wzajemnej zgodności w gospodarstwach 55 tys. 495 rolników. I okazuje się, że pewne nieprawidłowości stwierdzono w przypadku 16 tys. rolników. Kontrolerzy ustalili też procentowe kary, jakie nałożono na zainteresowanych: 1 proc. dopłat cofnięto prawie 6,6 tys. rolników, mniej więcej taka sama grupa utraciła 3 proc. dopłat, z kolei 6760 właścicieli gospodarstw musiało zwrócić 5 proc. dopłat, a 1900 dotknęła kara w wysokości 15 proc. naliczonych pieniędzy. Z kolei o 20 proc. i więcej pomniejszono dopłaty dla 130 rolników. Jak wyjaśnia ARiMR, na podstawie raportu z kontroli na miejscu określony jest procent pomniejszenia płatności. Podstawowa kara wynosi 3 proc. wyliczonych dopłat, ale może ona ulec obniżeniu do 1 proc. lub zwiększeniu do 5 procent. Jeśli natomiast komisja stwierdzi, że złamanie wspomnianych zasad wystąpiło nie pierwszy raz, kara wzrasta do 15 procent. W przypadku celowego działania rolnika sankcje mogą sięgnąć nawet ponad 20 proc. wartości dopłat bezpośrednich.
- Moim zdaniem, kary nakładane na rolników nie są dużym problemem. Zauważmy, że w 2010 roku o dopłaty wystąpiło około 1,4 mln osób, którym wypłacono kilkanaście miliardów złotych. Więc zarówno liczba kar, jak i ich wysokość są bardzo małe - mówi Jarosław Wojtkowski, doradca rolny. I przypomina, że te kontrole dotyczyły takich kwestii jak ochrona środowiska naturalnego i zdrowia publicznego w zakresie produkcji żywności. Ponadto badano przestrzeganie zasad identyfikacji i rejestracji zwierząt, produkcji pasz czy zgłaszania chorób zakaźnych zwierząt. A ponieważ przepisów w tej materii jest wiele, to niestety, może się tak zdarzyć, że ktoś czegoś nie dopatrzy.
W trakcie dyskusji posłowie wskazywali, że wiele z tych błędów, które popełnili rolnicy, nie wynikało z ich celowego działania, ale było spowodowanych choćby nieścisłościami w rejestrach gruntów. Zdarzało się bowiem, że rolnik podawał powierzchnię użytkowanych gruntów na podstawie wyliczeń urzędu gminy na cele podatku rolnego, a gdy Agencja dokonywała pomiarów przy użyciu GPS, okazywało się, że faktycznie rolnik ma mniej ziemi, niż zadeklarował.

Oddajcie dotacje
Innym problemem są natomiast decyzje ARiMR w sprawie zwrotu dotacji unijnych. Okazuje się, że Agencja zakwestionowała wypłatę 241 mln złotych. Wiceprezes ARiMR Jarosław Wojtowicz podkreślił na posiedzeniu sejmowej komisji rolnictwa, że chodzi o pieniądze, które zostały wypłacone rolnikom z różnych programów unijnych w ostatnich kilkunastu latach, a nie tylko w ramach obecnego Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2007-2013. I tak z programu przedakcesyjnego SAPARD zwroty mają wynieść 20 mln zł, z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich na lata 2004- -2006 - 92 mln zł, z Sektorowego Programu Operacyjnego 2004-2006 - 110 ml zł, a z PROW 2007-2013 - ponad 13 mln złotych. Prezes Wojtowicz dodał, że najwięcej spraw o zwrot środków dotyczy PROW 2004-2006 - ponad 48,7 tys., a z PROW 2007-2013 jest takich spraw 7,3 tysiąca.
Niesłusznie wypłacone pieniądze stanowią zaledwie ułamek procenta w stosunku zarówno do liczby beneficjentów tych programów, jak i do wysokości wypłaconych kwot - podkreślił Jarosław Wojtowicz. I podał te współczynniki: w przypadku SAPARD ilość nieprawidłowości w stosunku do zrealizowanych projektów wynosi 0,3 proc., PROW 2004-2006 - 0,7 proc., SPO - 1,3 proc., a PROW 2007-2014 - tylko 0,2 procent. Eksperci zwracają uwagę, że tak niski wskaźnik w przypadku obecnych programów unijnych świadczy o tym, że i rolnicy, i pracownicy ARiMR doskonale radzą sobie z obsługą tych projektów i dotacji. Ponadto, jak relacjonował posłom wiceprezes Wojtowicz, Europejski Trybunał Obrachunkowy uznaje, że agencje spełniają warunki audytu, gdy liczba stwierdzonych nieprawidłowości wynosi poniżej 2,5 procent. Tym samym Polska spełnia te normy z nawiązką.
Okazuje się, że najwięcej błędów dotyczy niedotrzymania zobowiązania przez rolników, którzy otrzymali dopłaty ONW z powodu gospodarowania w trudnych warunkach, do kontynuowania działalności rolniczej przez co najmniej 5 lat. Rolnicy jednak zapominali o tym zobowiązaniu i np. przekazywali gospodarstwo dzieciom lub sprzedawali ziemię, zanim minął okres karencji. Ponadto w przypadku działania "Młody rolnik" część beneficjentów nie dotrzymała obietnicy podniesienia swoich kwalifikacji zawodowych w terminie 3 lat od wypłacenia dotacji. Niestety, ARiMR ujawniła też przypadki fałszowania dyplomów ukończenia średniej szkoły rolniczej lub studiów - takie dokumenty były kupowane "na bazarze" i w tym przypadku nie tylko trzeba zwracać 50 tys. zł dotacji, ale jeszcze liczyć się z odpowiedzialnością karną. Z przedstawianiem podrobionych lub poświadczonych niezgodnie z prawdą dokumentów ARiMR miała do czynienia zwłaszcza przy programie SPO 2004-2006. Eksperci wyjaśniają, że wynikało to choćby z tego, że rolnicy i urzędnicy dopiero uczyli się korzystać z funduszy unijnych i gdy okazywało się, że przy wniosku brakuje jakichś dokumentów, potencjalni beneficjenci "szli na skróty", składając podrobione dokumenty - obawiali się, że inaczej ich wnioski zostaną odrzucone. Ponadto w trakcie różnych kontroli stwierdzano niekiedy zawyżanie powierzchni gospodarstwa przez wnioskodawców.
- Bez względu na to, kto popełnił błąd, czy administracja, czy beneficjent, czy zostało to zrobione umyślnie, czy też nie, nienależnie wypłacona dotacja podlega zwrotowi - zaznaczył wiceprezes Jarosław Wojtowicz. I zapewnił, że w sytuacji, gdy rolnik musi zapłacić karę, ale nie ze swojej winy, Agencja stara się rozkładać te należności na raty lub przesuwać termin zapłaty. Jeśli rolnik musiałby zwrócić mniej niż równowartość 100 euro, taka suma jest mu umarzana.



POWIĄZANE

Według Oil World eskalacja napięć handlowych na świecie może zwiększyć niedobór ...

Analitycy szacują, że w marcu w sklepach było o ponad 6% drożej niż rok wcześnie...

31 marca 2025 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie Krajowej Grupy Spożywczej S.A. zat...


Komentarze

  • Przemo
    13  lat temu
    Do Tolo. Albo jesteś pracownikiem ARiMR albo nie posiadłeś umiejętności czytania ze zrozumieniem tekstu, albo jedno i drugie. Określenie "kara" pochodzi z cytowanego przeze mnie artykułu, który komentujemy. Ja nie mówię o karach, tylko o moim zdaniem bezprawnej możliwości żądania zwrotu dotacji w przypadku ewidentnego błędu (niedbalstwa) ze strony funkcjonariusza publicznego (pracownika ARiMR). W przypadku małych gospodarstw, tak nałożony obowiązek zwrotu dotacji - niejednokrotnie prowadzi do całkowitej klęski ekonomicznej gospodarstwa. Więc mów co chcesz, byle z sensem. Pozdrawiam
      Zgłoś nadużycie
  • Zdzislaw48
    13  lat temu
    Tolo. Różnica pomiędzy burakiem cukrowym a pastewnym jest oczywista i każdy rolnik nie musi patrzeć a pomacać po ciemku jak rośnie to rozróżni. Natomiast kontrolerzy wysłani przez ARiMR mieli z tym problem bo w protokołach pisali bzdury. Fakt, że nie byli to zawsze pracownicy ARiMR a firm wynajętych przez ARiMR ale nie usprawiedliwia to ARiMR z ich błędów i naliczania sankcji wierząc bezgranicznie tym niby fachowcom. Mam u siebie protokół z takiej kontroli. I w jednym protokole były 3 błędy kontrolujących co zresztą po odwołaniu ARiMR uznała. Jeśli nie rozróżnili truskawek od ziemniaków to co o nich świadczy? Były truskawki a oni stwierdzili ziemniaki i narobili problemu mnie i sami sobie. Bo różnica w płatnościach do ziemniaków i truskawek jest bardzo duża. I trzeci błąd to gorczyca na przyoranie jako ugór zielony. Do tego jest UPO jeśli się przyorze do 31 sierpnia a oni stwierdzili w lipcu gorczycę i uznali JPO. Bo do gorczycy jako takiej jest JPO.
      Zgłoś nadużycie
  • tolo
    13  lat temu
    Myślę, że i Ty Zdzisławie48, byś miał problemy z rozróżnieniem chyba, że ,, nikt nam nie wmówi, że burak cukrowy jest burakiem cukrowym a pastewny pastewnym bo tylko My wiemy jaka jest prawda" oczywiście po akceptacji prezesa. Do Przemo- podstawowym obowiązkiem prawnika a za takiego się uważasz jest znajomość prawa. W obecnym stanie prawnym to nie są kary a zwrot części pobranych środków. Pozdro
      Zgłoś nadużycie
  • bacaa56
    13  lat temu
    Przemo ma niestety rację. Wydawać by się mogło, że dotacje to rodzaj umowy: rolnik realizuje swoje wynikłe z umowy obowiązki, a strona unijna i rządowa swoje. Dopłaty nie są przecież za darmo. Tymczasem powszechne jest przekonanie, że to jakaś "łaska pańska" - jak mamy widzimisię, to damy, jak nie, to jeszcze odbierzemy za parę lat wstecz. Reguły są notorycznie zmieniane w trakcie gry przez Unię, Rząd i ARiMR. Sposób udzielania wsparcia często nie prowadzi do pozytywnych skutków, jest poza wszelką logiką, co prowadzi do marnotrawstwa środków. W gruncie rzeczy chodzi zapewne o to, aby dużą kasą na rolnictwo wydartą z kieszeni podatników mogli dowolnie dysponować biurokraci wszelkiej maści - od Brukseli, przez Minrol, ARiMR, ODR-y, aż po gminnych urzędasów. Druga sprawa: oglądamy ostatnio protesty w sprawie ACTA. My rolnicy od lat już mamy swoją wersję ACTA, jest nią ustawa o nasiennictwie. Wszystko zmierza do tego, żeby pozbawić rolnika możliwości wysiewu własnych nasion. I nie dotyczy to tylko nasion GMO i interesów koncernu Monsanto. Rozumiem, jeśli ktoś wyhodował jakąś super odmianę, i ja chcę ją zasiać to płacę. I nawet, jeśli chcę dalej z niej korzystać (z własnych nasio), to jeszcze rok - dwa mogę płacić za licencję. Ale jeśli nie potrzebuję czyjejś super odmiany, to mam NIEZBYWALNE PRAWO DO BEZPŁATNEGO KORZYSTANIA Z KILKU TYSIĘCY LAT PRACY BEZIMIENNYCH ROLNIKÓW, KTÓRZY Z DZIKICH GATUNKÓW WYTWORZYLI PODSTAWOWE ROŚLINY UPRAWNE. Dziś takiej możliwości jesteśmy krok po kroku pozbawiani. Chcesz siać - to płać.
      Zgłoś nadużycie
  • Lewar
    13  lat temu
    Pytaj kontrolera, gdzie krowa ma kolano??, jak nie odpowie nie wpuszczaj, jak sie podszkoli wpuść, }:)
      Zgłoś nadużycie
Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)Pracuj.pl
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę