Nie sprawdziły się czarne scenariusze dotyczące losu firm spożywczych w UE. Zamiast upadłości są rekordowe inwestycje i zyski.
Integracja z Unią budziła nadzieje, ale także duże obawy producentów żywności. Wiele wskazuje jednak na to, że Polska, będąca szóstym co do wielkości rynkiem żywnościowym Unii (po Francji, Niemczech, Włoszech, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii), nie zmarnuje szansy odegrania w nim kluczowej roli. Wyniki naszych firm po pierwszym roku w UE dają powody do optymizmu.
Rok po akcesji okazuje się, że w polskim przemyśle spożywczym gwałtownie zwiększyła się liczba zakładów z tzw. sektorów wrażliwych (mięsny, mleczarski, rybny) mających uprawnienia eksportowe. Nie było masowej likwidacji innych zakładów z tych sektorów? - pisze prof. Roman Urban z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej w raporcie "Polskie zakłady przemysłu spożywczego - rok po akcesji".
Przykładem może być liczba zakładów mięsnych uprawnionych do sprzedaży na rynki unijne, która wzrosła od stycznia 2004 r. prawie dziewięciokrotnie - do 640.
Nic więc dziwnego, że w ciągu ostatniego roku nastąpił też duży (ponad 30-proc.) wzrost eksportu produktów rolno-spożywczych, osiągając rekordową wartość 5,2 mld EUR.
Wyniki handlu zagranicznego w IV kwartale 2004 r. i pierwszych miesiącach 2005 r. wskazują, że nie było to zjawisko przejściowe. Równocześnie polski rynek nie został zalany unijną żywością - dodaje prof. Roman Urban.
Największy eksport, liczony w setkach milionów euro, zanotowały branże: mleczarska (613 mln EUR), owocowo-warzywna (728), mięsna (509), drobiarska (263), rybna (349) i cukiernicza (328).
W 2004 r. firmy spożywcze wypracowały też rekordowe zyski. Wynik netto przemysłu spożywczego sięgnął 4,6 mld zł. To trzykrotnie więcej niż rok wcześniej.