
Jeśli ktoś myśli, że umowa z Mercosur była największym zagrożeniem dla polskiego rolnictwa, to niestety się myli. To był test wytrzymałości — sprawdzenie, ile europejscy rolnicy są w stanie przełknąć, zanim zaczną krzyczeć. A Ursula von der Leyen już zapowiada kolejne porozumienia: Indie, Meksyk, Australia, Indonezja, ZEA.
To nie jest przypadek. To plan, który — jak twierdzą krytycy — ma ratować niemiecką gospodarkę, a polskie gospodarstwa wystawić na konkurencję, której nie da się wygrać.
Polskie rolnictwo ma być „kosztem ubocznym” wielkiej gry
W Berlinie i Brukseli rolnictwo traktuje się jak sektor, który „jakoś to zniesie”. Problem w tym, że polskie gospodarstwa nie są niemieckimi agroholdingami. Nie mają miliardowych rezerw, nie mają sieci powiązań, nie mają parasola politycznego.
A teraz mają konkurować z:
• wołowiną z Ameryki Południowej,
• drobiem z Indii,
• zbożem z Australii,
• cukrem i owocami z Meksyku,
• produktami przetworzonymi z Azji,
• żywnością, która nie spełnia europejskich norm, ale będzie wpuszczana na europejski rynek.
To nie jest konkurencja. To rozjechanie walcem.
„Nowy Nord Stream”, tylko że żywnościowy
Krytycy ostrzegają, że jeśli Europa uzależni się od importu żywności, to stanie się zakładnikiem tych, którzy kontrolują logistykę i dystrybucję. A kto ma największe możliwości przejęcia tego rynku?
Odpowiedź jest oczywista: Niemcy.
To dlatego niektóre państwa UE protestują. Bo widzą, że stawką nie jest tylko cena mięsa czy mleka, ale kontrola nad bezpieczeństwem żywnościowym całego kontynentu.
Polskie gospodarstwa mogą nie przetrwać tej fali
Dla polskich rolników konsekwencje mogą być dramatyczne:
• spadek cen skupu, bo rynek zaleje tania żywność z importu,
• upadek małych i średnich gospodarstw, które nie wytrzymają presji,
• likwidacja lokalnych przetwórni, które już dziś walczą o przetrwanie,
• utrata samowystarczalności żywnościowej, która była jednym z największych atutów Polski,
• uzależnienie od importu, a więc od decyzji politycznych i gospodarczych innych państw.
To nie jest straszenie. To matematyka rynku.
Rolnictwo to nie tylko produkcja. To fundament państwa
Kto kontroluje żywność, ten kontroluje społeczeństwo.
Kto kontroluje łańcuch dostaw, ten kontroluje politykę.
Kto kontroluje ceny, ten kontroluje nastroje społeczne.
Dlatego polskie rolnictwo nie jest „problemem branżowym”. To sprawa strategiczna.
Jeśli je oddamy, oddamy część suwerenności.
Europa stoi przed wyborem, a Polska — przed ostrzejszym niż kiedykolwiek testem
Krytycy mówią jasno: jeśli nie zatrzymamy tej polityki, to za kilka lat polskie rolnictwo będzie wyglądało jak przemysł stoczniowy po latach 90. — wspomnienie po sektorze, który kiedyś był potęgą.
A wtedy:
• będziemy jeść to, co przyjedzie,
• za ceny, które ktoś nam narzuci,
• z jakością, której nikt nie będzie w stanie zweryfikować,
• i z zależnością, której nie da się odwrócić.
oprac, e-red, ppr.pl