Letnia wyprawa do parku albo nad rzekę nie musi się kończyć swędzącymi bąblami po ukąszeniach meszek i komarów - twierdzą radni LPR. I chcą, by Olsztyn za przykładem innych miast turystycznych rozpoczął walkę z uciążliwymi owadami.
Ryszard Kozakiewicz chce, żeby Olsztyn jako miasto turystyczne zajęło się poważnie problemem kąsających owadów. - Mamy jeziora i rzekę, więc nic dziwnego, że latem przeszkadzają nam owady. Będę chciał więc zainteresować tą sprawą wydział środowiska i prezydenta. Miasto z myślą o wygodzie mieszkańców i turystów powinno walczyć z tymi uciążliwymi owadami - wyjaśnia radny LPR. - Pamiętam, że w czasie wizyty Ojca Świętego w Olsztynie [6 czerwca 1991 r. - red.] zrobiono opryski i uporano się z natrętnymi owadami - wspomina.
W Polsce niektóre miasta walczą już z owadami. Wrocław zwalcza komary już od ponad 10 lat. Środkami biologicznymi, a w ostateczności też chemicznymi opryskiwane są parki, otwarte tereny zielone i pola irygacyjne. Natomiast specjalny zespół na Uniwersytecie Wrocławskim cały czas monitoruje 20 miejsc, gdzie wylęgają się komary. - Naukowcy mówią nam, w którym momencie mamy skutecznie uderzyć. Oprócz oprysków stosujemy też naturalny sposób walki. Wpuszczamy do akwenów owadożerne ryby - mówi Bogdan Łukaszewicz, dyrektor wydziału środowiska i rolnictwa wrocławskiego magistratu.
W tym roku na program walki z komarami Wrocław zarezerwował 200 tys. zł. Za te pieniądze preparatami trebon i simulin opryska prawie 1 tys. ha terenów, gdzie wylęgają się komary. - W ciągu 10 lat zauważamy, że skutecznie udaje nam się zmniejszyć populację tych owadów, bo wydatki na akcje odkomarzania są coraz mniejsze. A i sami mieszkańcy nie narzekają już tak bardzo na uciążliwości ze strony tych owadów - dodaje Łukaszewicz.
Bój z komarami podjął także Toruń. Tutaj akcja ma objąć parki, dolinę Wisły i występujące tam rowy, oczka wodne, stawy i rozlewiska. Pierwsze opryski przewidziane są na czerwiec, a kolejne na przełom lipca i sierpnia.
Na Warmii i Mazurach zwalczaniem owadów zajmuje się m.in. firma DDD z Giżycka. - W Olsztynie największym problemem są meszki, które lęgną się w rzekach, i taki oprysk miałby największy sens - radzi przyznaje Wojciech Korc, właściciel. - Wylęgom meszek i komarów sprzyja ocieplenie. Dlatego trzeba się śpieszyć - dodaje.
Co o pomyśle walki z komarami myślą olsztyniacy? - Na razie komary nie dokuczają zbyt mocno. Jest ich sporo tylko w parku nad Łyną i nad jeziorami. Ale to pewnie dzięki utrzymującej się od wielu tygodni chłodnej pogodzie - mówi Iwona Chwastowska z Nagórek. - Kiedy się trochę ociepli, to problem natrętnych owadów będzie większy. Choćby ze względu na turystów warto będzie coś z tym zrobić.
W olsztyńskim ratuszu nikt jeszcze nie myślał o walce z komarami. - Nie mieliśmy sygnałów, by w Olsztynie był problem z komarami. W ogóle na całej Warmii i Mazurach prawie co roku jedyna plaga owadów, z jaką mamy problem, to kleszcze - mówi Jarosław Dąbrowski z wydziału ochrony środowiska w Urzędzie Miasta.
Radni chcą jednak forsować swój pomysł. - Będziemy dążyć do tego, żeby problemem zajęła się na najbliższym spotkaniu komisja komunalna i wydział ochrony środowiska w Urzędzie Miasta - zapowiada Ryszard Kozakiewicz.