europejskie forum rolników 2025

Hiszpańskie warzywa w polskich sklepach

31 maja 2011
Na Europę padł blady strach. Zatrute ogórki zbierają śmiercionośne żniwo. Czy i w Polsce możliwa jest taka epidemia? Skąd pochodzą serwowane na naszych stołach warzywa?

Świeże ogórki w marcu, a truskawki w maju? Świeże to one są tylko z nazwy. Większość z nich, zanim trafiła na twój stół, przebyła wiele tysięcy kilometrów. Część z nich pochodzi z Hiszpanii!

Niestety Polska nie jest już spichlerzem Europy. Wbrew powszechnej opinii wartość importu warzyw i owoców jest wyższa niż wartość eksportu. W 2010 r. polscy producenci sprzedali za granicą świeże owoce i warzywa kosztujące 777 mln euro. Jednocześnie z zagranicy zostały sprowadzone dobra za 1 061 mln euro. Nie zmienia to faktu, że nasze owoce i warzywa mają bardzo dobrą renomę w całej Europie.

Rozdrobnione ogrodnictwo, brak grup producenckich, a dodatkowo niezbyt sprzyjający klimat sprawiają, że na tanie polskie warzywa i owoce możemy liczyć tylko przez kilka miesięcy w roku. A wcześniej?

- Przykładowo krajowe ogórki zaczynają się pod koniec kwietnia. Są to oczywiście warzywa spod osłon. By pierwsze zbiory były przed majem, rośliny trzeba zasiać na przełomie stycznia i lutego. Jeszcze później będą krajowe pomidory - tłumaczy pan Jan, producent.

Zanim jednak polskie warzywa i owoce podbiją zagraniczne stoły, do sklepów trafiają produkty z całej Europy. I tak, ogórek, pomidor czy papryka sprowadzane są z Hiszpanii. To na Wyspach Kanaryjskich rosną warzywa na wielkanocny stół.
Na polskie młode ziemniaki - hołubione, przykrywane folią i włókniną - trzeba poczekać do początku czerwca. Te dostępne teraz w sklepach pochodzą m.in. z Cypru i Grecji. Najszybciej w sprzedaży pojawiają się ziemniaki z… Egiptu. W maju pojawia się polski kalafior, krajowa kapusta. A skąd pochodzą te sprzedawane wcześniej?

Rolnicza globalizacja

Podobnie jak w innych dziedzinach życia, w produkcji warzyw i owoców następuje globalizacja. Głównym dystrybutorem są giełdy holenderskie. Jednak większość produkcji „made in Holland” rośnie w zupełnie innej części świata.

Mieszkańcy Niderlandów najlepiej opanowali technikę produkcji roślin. To nasiona spod Amsterdamu i Rotterdamu cieszą się największym uznaniem. Wiele odmian znanych z naszych stołów powstało nad Morzem Północnym. Holenderscy specjaliści opracowali m.in. popularną w Polsce odmianę sałaty masłowej. Specjalnie na nasze potrzeby jej liście są bardziej żółte niż te na zachodzie Europy.

Jednak zimny klimat, a co za tym idzie wysokie koszty produkcji oraz droga siła robocza spowodowały, że większość upraw z północy Europy przeniosła się w bardziej sprzyjające rejony.

- Holendrzy przenieśli swoją produkcję np. do północnej Afryki. W Maroku, Tunezji można znaleźć wielkie holenderskie gospodarstwa ogrodnicze produkujące, pomidory, ogórki czy paprykę. Środki transportu są tanie, a koszty energii potrzebne do wyprodukowania roślin w zimnym klimacie wysokie - tłumaczy pan Jan.

Wczesną wiosną jemy holenderską marchew i cebulę wprost z... południowej Ukrainy czy Mołdawii.
W dzisiejszych czasach warzywa nie boją się podróży. Przykład wspomnianej marchewki i cebuli. Technologia i nasiona przyjeżdżają do Polski z Holandii. U nas rośliny rosną i są zbierane, następnie wracają pod Amsterdam, gdzie są czyszczone i przygotowywane do sprzedaży, po czym znów wracają nad Wisłę, gdzie sprzedawane są jako warzywa prosto z Niderlandów. Na szczęście i my możemy być dumni z naszych ogrodników i sadowników. Mało kto wie, że Polska wyspecjalizowała się m.in. w produkcji borówki amerykańskiej na rynek brytyjski. A szparagi spod Sandomierza i Poznania lądują na niemieckich czy francuskich talerzach.

A gdy jest już ciepło…

Zanim jednak polskie warzywa i owoce podbiją zagraniczne stoły, do sklepów trafiają produkty z całej Europy. I tak, ogórek, pomidor czy papryka sprowadzane są z Hiszpanii. To na Wyspach Kanaryjskich rosną warzywa na wielkanocny stół.

Wcześnie pojawiają się również pomidory produkowane przez rolników z Belgii i Holandii (o tym, skąd one są naprawdę, pisaliśmy wcześniej). Na tanie krajowe ogórki trzeba poczekać do końca czerwca, na pomidory do połowy lipca. To wtedy dojrzewają warzywa w tzw. zimnych tunelach, czyli te, które nie pochłonęły masy pieniędzy na ogrzanie produkcji.

Choć polską świeżą sałatę można dostać przez większość roku, to między grudniem a marcem nie wytrzymuje ona jakościowej konkurencji z duńskimi i włoskimi warzywami. Także kapusta pekińska, rzodkiewka czy koper przyjeżdżają do naszego kraju z Półwyspu Apenińskiego.

Dostępne na początku kwietnia świeże kalafiory i kapusta pochodzą z francuskiego wybrzeża Normandii. Za to por przyjeżdża z Turcji. Zdarza się, że na początku sezonu w sprzedaży są jednocześnie produkty krajowe i zagraniczne. Jednak te polskie nie wytrzymują konkurencji cenowej.

Tak jest m.in. w przypadku truskawek. W zeszłym tygodniu pisaliśmy, że w sprzedaży są już pierwsze owoce krajowej produkcji (oczywiście nie są one zbierane z pola, a z upraw pod osłonami). Jednak ich cena - 17 zł - była dużo wyższa niż truskawek sprowadzonych do Polski z Węgier. Jeszcze wcześniej pojawiają się te wyhodowane w Hiszpanii czy… Chinach. I to właśnie warzywa i owoce z Dalekiego Wschodu mogą wkrótce spędzać sen z powiek polskim ogrodnikom.

Polskie zagłębia

W Polsce wytworzyły się swoiste zagłębia produkujące dane warzywa czy owoce. I tak w pierwsze ziemniaki pojawiają się w okolicy Leszna w Wielkopolsce. Okolice Konina wyspecjalizowały się w produkcji ogórków. Tarnów stał się mekką wczesnej kapusty. Koło mazowieckiego Grójca mamy zagłębie paprykowe. W okolicy Zielonej Góry prym wiodą czereśnie, itd.

Nasz kraj jest cenionym eksporterem warzyw. Na polskie giełdy hurtowe chętnie przyjeżdżają ciężarówki z Litwy, Łotwy, Estonii, a nawet z Rosji. Na wschód eksportujemy jabłka, cebulę, kapustę, ogórki gruntowe czy paprykę. Większość produktów trafia na rynki krajów Unii Europejskiej. Tylko że wiele z nich często wraca do nas jako już zapakowany, gotowy produkt np. holenderski.

Polscy ogrodnicy do perfekcji opanowali technologie produkcji. Nasze warzywa i owoce uznawane są przez wielu za najsmaczniejsze na świecie. Jednak często firmowane są przez producentów z innych państw, tylko dlatego że nie potrafimy stworzyć produktu końcowego, który trafi do sklepów w całej Europie. Brakuje organizacji i chęci współpracy między rolnikami. Jednemu producentowi ciężko być konkurencyjnym i zaspokoić potrzeby rynku. Nie stać go na stworzenie własnej linii do pakowania. Jednak gdyby zaczął on współpracować z innymi w swojej okolicy, wspólnie mogliby powalczyć o klienta z zachodnimi koncernami ogrodniczymi.

POWIĄZANE

Początek kwietnia przyniósł dawno niewidziany wzrost cen benzyny na stacjach. Na...

Uszczelnić granice i zapewnić realną pomoc rolnikom w obliczu zagrożenia pryszcz...

Według Oil World eskalacja napięć handlowych na świecie może zwiększyć niedobór ...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)Pracuj.pl
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę