europejskie forum rolników 2025

Czy polskie jabłka podbiją Wschód?

21 czerwca 2004

Nasze jabłka to prawdziwy cud natury. Nigdzie na świecie nie znajdziesz takich. Żadne tam chilijskie czy australijskie nie równają się z naszymi. Soczystymi, twardymi, a jednocześnie kruchymi. Tylko, co z nimi zrobić, jeśli sami nie znamy języków i nie dogadamy się z odbiorcami z zagranicy. A ogrodnicze centrale handlu zagranicznego poupadały.

Trójkąt Grójec–Góra Kalwaria–Warka to największe zagłębie sadownicze w Polsce. Produkuje się tu ponad połowę wszystkich jabłek, 1/3 truskawek i tyleż samo porzeczki czarnej i kolorowej. Zmniejszyły się areały owoców pestkowych czereśni i wiśni, ale tylko dlatego, że rolnicy nie mieli co z nimi zrobić. Nikt nie chciał kupować w ilościach hurtowych, a zatrudnienie staczy na jarmarkach i bazarach wymagało natychmiastowych nakładów finansowych – a to, żeby zapłacić sprzedającemu dniówkę, uiścić opłatę targową czy banalnie dać na benzynę, aby zawieźć owoce na targowiska. Tych pieniędzy sadownicy nie mieli. Nie mieli i nie mają, dlatego powycinali dorodne czereśnie i plenne wiśnie i ponasadzali jabłonie i grusze. Tu może zarobek będzie mniejszy, ale kupcy są pewni. Owoce nie zmarnują się.

Żałoba po porzeczkach

Tak jak dwa lata temu zmarnowały się porzeczki. Ośrodki doradztwa rolniczego i sami sołtysi chodzili po gospodarstwach i namawiali na zwiększenie upraw porzeczek, zwłaszcza czarnych. Kusili wysokimi cenami skupu i zapewniali gwarantowany odbiór. Ba – zostawiali adresy szkółek, gdzie rzekomo można nabyć sprawdzone i tanie sadzonki. Wielu złapało się na te obietnice. I co? Piękna pogoda sprawiła, że wiele odmian dojrzewało praktycznie jednocześnie. Pojawiły się kłopoty z odbiorem, a pewnego dnia punkty skupu w ogóle odmówiły przyjmowania owocu.

Porzeczka to nie jabłko czy gruszka, które mogą poleżeć – ze łzami w oczach wspomina Jan Krawiec z Woli Jasienieckiej. – Na umówiony dzień odbioru szykowaliśmy cały zbiór. Pół wsi pracowało na plantacjach, by zebrać owoce na określoną godzinę. Czekaliśmy na transport cały dzień, dzwoniłem – nikt nie odpowiadał. W ODR uspokajali, żeby się nie martwić, że na pewno przyjadą. Może jutro. Jutro nie przyjechali i pojutrze też nie. Owoce zaczęły gnić. Pięć ton porzeczki poszło w błoto! Porozdawałem po wsi, ludzie porobili sobie wino, bo na nic innego już się nie nadawała. Ale ileż można pić tego wina. Chyba tylko z rozpaczy i złości, że tyle pieniędzy zostało utopionych w tych porzeczkach.

Ukarani za grzechy

W następnym sezonie już nie było chętnych do nowych nasadzeń. Mądry rolnik po szkodzie – nikt już nie wierzył zapewnieniom doradców, że będzie boom na porzeczki, że sprzedadzą każdą ilość. Przyszedł mróz wiosenny, zmroził ponad połowę plantacji porzeczek i rzeczywiście w tamtym roku ceny skupu były bardzo wysokie i popyt zdecydowanie przewyższał podaż. Ale czy na pogodę i przymrozki, ktokolwiek ma wpływ? „Chyba tylko Pan Bóg. Widocznie musieliśmy zostać ukarani za nasze grzechy” – stara się szukać wytłumaczenia Marian Wnuk z Glimaszewa. Przymrozki ścięły prawie połowę jego porzeczek. Najbardziej szkoda tych z ogromnymi owocami i prawie bezlistnych Black King. Po tym ataku mrozu już się nie odrodziły, a były tak plenne jak żadne inne. Z jednego krzaka można było zebrać nawet ponad cztery kilogramy.

Polska czarna madonna

Czarna porzeczka to prawdziwy rarytas na europejskich stołach. Dojrzewająca w słońcu jest bardzo aromatyczna i słodka. Witamin w sobie ma tyle, że mogłaby obdzielić nimi trzy inne owoce. Tylko ma jeden wielki feler – jest nietrwała i wymaga albo natychmiastowego spożycia, albo szybkiego zamrożenia w wysokich temperaturach. – A gdzie ja mam ją zamrażać. W lodówce?! – denerwuje się Marian Wnuk. To jest specyficzny owoc. Nie można go zrywać zielonego, bo nie dojrzeje, tak jak inne owoce. Przetrzymana na krzaku szybko więdnie i traci wiele ze swoich właściwości. Zbiór czarnej porzeczki to jeden, góra dwa ściśle określone dni. Tylko tak zebrana jest w pełni wartościowa.

Rolnicy nie mają przechowalni ani chłodni. Kilka spółdzielczych chłodni zbankrutowało, podobnie jak część przejętych przez prywaciarzy. Właściwie w promieniu 50. kilometrów normalnie działają tylko cztery chłodnio-przechowalnie, ale trzeba za nie płacić tyle, że tylko nieliczni decydują się na ten krok rozpaczy. Rozpaczy, gdy nie dojedzie umówiony transport po odbiór polskiej czarnej madonny, jak o czarnej porzeczce mówią jej hodowcy.

Lipiec ratuje polskie sady

Ale to nie porzeczka, a jabłka świadczą o obrazie tutejszych sadów. Już tylko z rzadka można spotkać tradycyjne stare odmiany Jonathan, Mc Intosh czy Malinowa. Tylko wczesne odmiany nie dały się wyprzeć wszelkim nowym szczepom. I z Lipcówki żyje grójecki trójkąt sadowniczy. Po pierwsze jest to odmiana odporna na mrozy (!) i względnie odporna na choroby grzybicze. Po drugie bardzo plenna. Po trzecie i najważniejsze – dojrzewa w okresie, kiedy na rynku panuje głód jabłek. W lipcu kończą się zapasy jabłek chłodniowych i po przesycie truskawek rodacy garną się do świeżych polskich jabłek. Rolnicy nie muszą martwić się o odbiór, handlowcy i wszelkiej maści pośrednicy sami jeżdżą od gospodarstwa do gospodarstwa i kupują jabłka na pniu. Niektórzy nawet płacą gotówką. Niektórzy, bo zdarza się, że nie chcą płacić wcale.

Oszustów nie brakuje

Dwa lata temu – opowiada Krzysztof Szwajkowski, właściciel 20-hektorowego sadu z rogatek Grójca – mieliśmy tutaj takiego, co to brał całymi tirami, obiecywał za dwa, trzy dni przywieźć pieniądze, i tyle go było widać. Ode mnie wziął prawie tonę, od trzech moich sąsiadów kolejne cztery. Adres podany na fakturze i pieczątce oczywiście był fałszywy, podobnie jak numery rejestracyjne dwóch samochodów, którymi odbierali jabłka. I chyba nigdy nie odzyskalibyśmy pieniędzy, gdyby nie przypadek. Brat był w sobotę na dyskotece i przy piwie zgadał się z jednym rolnikiem z Warki, że tamtemu znakomicie schodzą jabłka. Że następnego dnia po kilka ton świeżych jabłek miał przyjechać odbiorca z ubiegłego tygodnia. Wziął całego tira i obiecał zapłacić przy kolejnym. Mieliśmy na zbyciu dwie tony jabłek, podwieźliśmy je następnego dnia do Warki, a tu 12-tonowym tirem zajeżdża ten sam oszust, który nam od kilku tygodni nie płacił. Brat zajechał mu wyjazd traktorem i dalej dzwonić po naszych chłopaków. Bandyta chciał go zmiażdżyć naczepą, ale jednemu z naszych udało się przebić opony widłami. Nawet nie wzywaliśmy policji, bo wszystkie transakcje, poza moimi, odbywały się na gębę, bez dokumentów i faktur i bandyta wykpiłby się jak nic. Kiedy zaaresztowaliśmy ciągnik z naczepą, pieniądze znalazły się w ciągu dwóch dni. Dla wszystkich. Dla mnie i moich sąsiadów również.

Jabłka nie wymagają szybkiego transportu i specjalnych chłodni. Wystarczają zwykłe murowane pomieszczenia. Dlatego prawie przy każdym gospodarstwie zamiast stodół stoją ciągi długich pawilonów. To w nich przechowuje się zbiory jabłek. Co zamożniejsi montują turbiny nawilżające, aby jabłka zbytnio nie wysychały. – Gdybyśmy mieli odpowiednie środki, w każdej wiosce można by zbudować jedną dużą chłodnię z prawdziwego zdarzenia, - gumentują rolnicy. – Sami rolnicy by je zbudowali, nie brak wśród nas i murarzy, zbrojarzy i dekarzy. Potrzebne byłyby tylko pieniądze na wyposażenie. W takiej chłodni jabłka poleżałyby i kilka miesięcy, a nie dwa, trzy, tak jak w naszych przydomowych chłodniach. Może pieniądze z Unii znajdą się na to?


POWIĄZANE

Na warszawskiej Woli (26 marzec 2025 roku) odbyła się konferencja prasowa podsum...

Agroprosperis rozwija bezpośredni import nawozów z Grupy Azoty Grupa Azoty podpi...

W zakończonej właśnie kampanii 2024/2025 cukrownie należące do Krajowej Grupy Sp...


Komentarze

Bądź na bieżąco

Zapisz się do newslettera

Każdego dnia najnowsze artykuły, ostatnie ogłoszenia, najświeższe komentarze, ostatnie posty z forum

Najpopularniejsze tematy

gospodarkapracaprzetargi
Nowy PPR (stopka)Pracuj.pl
Jestesmy w spolecznosciach:
Zgłoś uwagę